Gl-Dan-GRECU

Kryzys migracyjny – perspektywa rumuńska

Niedawno CSAT (Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego) włączyła do agendy swojego spotkania zaplanowanego na 4 lipca kwestię „zjawiska migracji i głównych środków wdrażanych w związku z nim na poziomie krajowym”. Ta wieść do pewnego stopnia zaskoczyła opinię publiczną, zwłaszcza z tego względu, że ta sprawa nie jest przedmiotem szczególnie intensywnej debaty w rumuńskim życiu publicznym, a rumuńskie społeczeństwo znacznie bardziej jest zainteresowane społeczno-gospodarczą ewolucją kraju, sprawnym wymiarem sprawiedliwości i stałymi sporami politycznymi między koalicją socjaldemokratów i liberalnych demokratów a prezydentem, który jest uważany jako przywódca prawicowej opozycji.

Mimo to w moim przekonaniu jest to dobry moment,, aby dokonać krótkiego przeglądu dotyczącego kwestii migracji, ze szczególnym uwzględnieniem kryzysu uchodźczego i dokonać równie krótkiej analizy potencjalnych skutków, jaki ów kryzys może mieć dla bezpieczeństwa narodowego Rumunii.


Przede wszystkim należy podkreślić, że po 1989 r. strumienie migracyjne do Rumunii nie osiągnęły alarmujących poziomów. Wielkość migracji do Rumunii była i jest uzależniona od rozwoju sytuacji ekonomicznej oraz przystąpienia Rumunii do NATO i Unii Europejskiej. Przykładowo, w dziesięcioleciu 2001-2010 roczny napływ imigrantów osiedlających się na stałe w Rumunii wahał się między 2.987 osób w 2004 r. a 10.124 osób w 2010 r. Zatem, na koniec dekady, zarejestrowanych w Rumunii i posiadających prawo do pobytu było 59.358 cudzoziemców. Z tej liczby 49.282 osób miało zezwolenie na tymczasowy pobyt, a 10.076 na pobyt stały. Co się tyczy krajów pochodzenia, to większość obcokrajowców z prawem do tymczasowego pobytu pochodziło z Republiki Mołdowy (17.091 osób), Turcji (7.179 osób) i Chin (4.752 osób), natomiast większość cudzoziemców z prawem do stałego pobytu przybyło z Chin (2.360 osób), Turcji (1.864 osób) i Syrii (993 osób) [1] . Jednakże najnowszy raport Narodowego Instytutu Statystycznego podaje liczbę 126.777 osób [2] , co nasuwa wątpliwości odnośnie rzetelności albo owego raportu, albo procedur rejestracyjnych, albo też obydwu tych kwestii.

Z perspektywy władz, znacznie większym problemem była migracja nielegalna, przy czym Rumunia jest zasadniczo krajem tranzytowym dla migracji do państw zachodnioeuropejskich. W tym samym okresie liczba prób nielegalnego przekroczenia granicy rumuńskiej w obie strony wedle straży granicznej wahała się między poziomem 846 incydentów w 2010 r. a 1.842 prób w 2002 r.[3] Należy w tym miejscu odnotować, że prób nielegalnego opuszczenia Rumunii było znacznie więcej (w niektórych latach nawet czterokrotnie) od prób nielegalnego przedostania się do Rumunii oraz że w szczególności były one podejmowane przez osoby przebywające w Rumunii na podstawie wiz krótkoterminowych albo przez osoby, które nielegalnie przedostały się do Rumunii, lecz złożyły wnioski o przyznanie statusu uchodźcy. Zatroskanie władz tymi kwestiami jest zrozumiałe wziąwszy pod uwagę nieodłączny związek między nielegalną imigracją a przemytem ludzi.

Rzeczywiste wyzwanie dla Rumunii w dziedzinie imigracji wzrosło wraz z wybuchem kryzysu uchodźczego w Europie, przy czym nie tyle z powodu presji ze strony samych uchodźców, co raczej z powodu prowadzonej polityki zagranicznej, a konkretnie stanowiska jakie Rumunia przyjęła we wrześniu 2015 r. kiedy to na rozmowach odbywanych przez Radę ds. Wymiaru Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych w Brukseli omawiano obowiązkowe kwoty uchodźców.

O dziwo Rumunia, tradycyjnie partner twardego jądra Unii reprezentowanego przez Francję i Niemcy, sprzeciwiła się obowiązkowym kwotom. Poza Rumunią taki sprzeciw wyraziły wówczas jedynie Republika Czeska, Węgry i Słowacja. Nie ma wątpliwości, że ta decyzja była podyktowana względami przypodobania się krajowej opinii publicznej, ale po dziś dzień nie rozumiem, jak jednogłośnie prezydent, premier i minister spraw wewnętrznych podjęli tę decyzję, zaciekle odrzucając kwotę 1.785 uchodźców – liczbę, którą Rumunia mogła zaakceptować i która już została wcześniej ustalona, pomimo tego, iż było zupełnie jasne, że takie stanowisko niepotrzebnie zaogni stosunki z Komisją Europejską i głównymi zwolennikami obowiązkowych kwot oraz postawi kraj w niewygodnej pozycji w następnych, znacznie bardziej istotnych debatach. Co więcej, jeśli wziąć pod uwagę, że decyzja zapadła w trybie kwalifikowanej większości, nie było szanse, żeby nie przeszła.

Decyzja podjęta w Brukseli pozostawała w zgodzie w postawą rumuńskich przywódców. Rumunii przydzielono 1.705. uchodźców w ramach pierwszego mechanizmu przesiedleń, dalsze 2.475 w ramach pierwszego etapu drugiego mechanizmu przesiedleń (co dało w sumie 4.120 uchodźców) i zmienioną liczbę w ramach drugiego etapu drugiego mechanizmu przesiedlenia do w sumie 6.025 uchodźców. Teraz jest już jasne, ale wówczas również tak było. że te liczby nie podlegają dalszym negocjacjom, a nawet, co gorsza, mogą zostać zrewidowane w górę. Fakt, iż Rumunia zaaprobowała przyjęcie tylko 1.034 uchodźców [4] jest tu bez znaczenia.

Jak już wspomniałem nieprzejednane stanowisko Rumunii w tychże negocjacjach jawi się jako niezrozumiałe dla wielu analityków. Jedynym logicznym wyjaśnieniem takiego stanowiska jest brak entuzjazmu społeczeństwa rumuńskiego dla wsparcia idei relokacji uchodźców – czynnik, który, jak widać, politycy postanowili potraktować jako priorytetowy, nawet w obliczu negatywnych skutków takiej postawy dla relacji z UE.

Właściwie badania post-factum z pierwszej połowy 2016 r. [5]potwierdziły tę hipotezę – 54% respondentów badań socjologicznych wyraziło dezaprobatę dla obecności uchodźców w Rumunii [6]. Jest bardzo ciekawym, dlaczego ponad połowa Rumunów nie akceptuje uchodźców. Główne powody, jakie wymieniają ankietowani to „strach przed wybuchem przemocy bądź konfliktów społecznych”, „różnice kulturowe” między uchodźcami a Europejczykami i „możliwa niestabilność ekonomiczna” na krajowym lub europejskim poziomie. Tak więc, 30,% respondentów kojarzy kryzys uchodźczy z konfliktami religijnymi, 44,5% z konfliktami społecznymi, natomiast zaledwie 18,5% uważa ten kryzys za przejściowe zaburzenia z natychmiastowymi, lecz niezbyt istotnymi konsekwencjami [7].

Skoro przyjrzeliśmy się już temu, jaka jest sytuacja imigrantów i jak Rumunia rozegrała tę sprawę we wrześniu 2015 r., to przyszedł czas na rozważenie, na ile jest ona przygotowana do poradzenia sobie z wyzwaniami, jakie przynosi kryzys migracyjny. Paradoksalnie Rumunia jest przygotowana na nie, a w każdym razie, jest dużo lepiej przygotowana niż wiele innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Stawiam taką tezę opierając się na wyraźnych faktach, a dalej postaram się ją uzasadnić.

Przede wszystkim warto nadmienić, że krajowe prawodawstwo w tej dziedzinie jest klarowne i w pełni odpowiadające międzynarodowym standardom. Przepisy prawne sprzyjają rozbudowie organów niezbędnych dla sprawnego zarządzania tym zjawiskiem. Tak więc Rumunia stosuje się do Konwencji Genewskiej o Statusie Uchodźców z 1951 r. i jej Protokołu Dodatkowego z 1967 r. na mocy Ustawy nr 46/1991 i uchwaliła Ustawę o Azylu (Ustawa nr 122/2006), która w klarowny sposób ustaliła reżim prawny dla obcokrajowców szukających schronienia w Rumunii, prawny status cudzoziemców objętych ochroną na terenie kraju oraz szczegółowe procedury. W oparciu o niedawno uchwalone prawo utworzono Rumuński Urząd Imigracyjny, który przejął obowiązki Urzędu ds. Obcokrajowców, Krajowego Biura ds. Uchodźców oraz Biura ds. Migracji i Siły Roboczej, co ułatwiło proces obejmowania cudzoziemców ochroną, a także w niektórych przypadkach, integracji z rumuńskim społeczeństwem. Należy zauważyć, że prawo azylowe został przyjęte dokładnie dlatego, żeby spełnić standardy UE w tej dziedzinie, a odkąd zostało uchwalone po raz pierwszy, prawie każdego roku jest nowelizowane, by odpowiadało zmieniającym się postanowieniom prawa europejskiego.

Istniejące ustawodawstwo umożliwiło także rozbudowę stosownej infrastruktury przeznaczonej dla uchodźców. Zatem od 2008 r. Rumunia posiada Ośrodek Tranzytowy do Sytuacji Krytycznych w Timisoarze – pierwszą instytucję tego rodzaju na świecie – który jest w stanie zapewnić tymczasowe zakwaterowanie dla uchodźców w razie potrzeby ewakuacji z kraju pierwszego azylu aż do czasu relokacji do państw trzecich (ośrodek może gościć 200 imigrantów w tranzycie oraz 50 osób ubiegających się o azyl). Od czasu powstania w 2008 r. ośrodek zapewnił dach nad głową ponad 2.000 ludzi, przyczyniając się do implementacji polityki azylowej UNHCR [8]. Oprócz tego istnieje pięć innych ośrodków procedowania i zakwaterowania dla osób starających się o azyl, rozlokowanych równomiernie po całym kraju.

Drugą ważnym atutem Rumunii jest to, że nie istnieją tu ekstremistyczne partie. Treści ekstremistyczne – nawet jeśli sporadycznie pojawiają się – nie mają echa w szerszych masach. Te partie, których programy wyborcze zawierają wyraźny wydźwięk nacjonalistyczny, nie osiągnęły sukcesów w ostatnich wyborach, pozostając poza parlamentem. Jedynym wyjątkiem jest Demokratyczny Związek Węgrów w Rumunii, który stale otrzymuje między 5% a 6% miejsc w legislaturze, co jest jednak zrozumiałe, jeśli weźmie się pod uwagę odsetek ludności pochodzenia węgierskiego w całej populacji Rumunii.

Trzecim argumentem na korzyść Rumunii są działania podjęte na rzecz spełnienia wymogów wejścia do strefy Schengen, co pozwoliło na ujednolicenie ram prawnych, usprawnienie ram instytucjonalnych, rozwój infrastruktury, udoskonalenie procedur i kadr. Choć Rumunia w pełni dostosowała się do unijnych wymogów, nadal – wraz z Bułgarią – znajduje się poza Schengen, z przyczyn, które nie mają nic wspólnego z kwestiami legislacyjnymi. Rumuni mają jednak przysłowie „każda szkoda przynosi pożytek”, stąd środki podjęte na rzecz przyjęcia do strefy zgodnie z „Narodową strategią przystąpienia do Strefy Schengen na lata 208-2011”, nawet jeżeli nie przyniosły spodziewanych rezultatów, przyczyniły się do usprawnienia kontroli granicznej w myśl wymogów UE. Aby uzmysłowić, jakie jest znaczenie Rumunii dla ochrony zewnętrznych granic UE, trzeba wspomnieć, że kraj ten kontroluje ok. 2.000 km. linii granicznej, z ruchem obejmującym 54 mln osób i 19 mln samochodów w samym tylko 2016 r.[9]

W tym samym roku rumuńska straż graniczna przechwyciła 1.624 cudzoziemców, którzy nielegalnie próbowali przekroczyć granicę, z czego 1.075 próbowało dostać się do kraju, zaś 549 opuścić Rumunię – wielu z nich działało w ramach nielegalnych siatek organizujących przepływ imigrantów (wykryto 351 grup imigrantów oraz 140 przewoźników). Większość imigrantów pochodziła z takich państw jak: Irak, Syria, Pakistan, Afganistan, Turcja, Kosowo, Albania, Sri Lanka, Maroko, Egipt [10]. Jeżeli dodamy do tego, że „Rumunia jest drugim uczestnikiem operacji prowadzonych na granicy morskiej, w basenie morza Śródziemnego, z udziałem statków i personelu…” [11] i że rumuńska straż graniczna wspiera bułgarskich partnerów poprzez skuteczną obecność na granicach z Turcją i Serbią, otrzymujemy znacznie dokładniejszy obraz tego, ile warte są działania Rumunii w dobie kryzysu migracyjnego.

Wreszcie można sięgnąć do ostatniego argumentu, który może być przykry, ale prawdziwy – Rumunia nie jest krajem atrakcyjnym dla uchodźców, ponieważ ma ograniczone możliwości kwaterunkowe, a kwota przeznaczona na jednego uchodźcę jest daleka od tej, którą asygnują państwa Europy Zachodniej.

Pomimo to, w 2016 r. wpłynęło 1.889 wniosków o azyl – w większości składali je obywatele Syrii (816), Iraku (472), Pakistanu (93) oraz Afganistanu (80). W pierwszych pięciu miesiącach 2017 r. przyjęto już 1.708 takich wniosków. W odniesieniu do uchodźców, jak dotąd do Rumunii zostało relokowanych 634 uchodźców (45 z Włoch i 589 z Grecji) z ogólnej liczby 3.000, jaką wymogły na Rumunii przepisy i presja Komisji Europejskiej.

Po tym wszystkim można postawić pytanie – czy jednak istnieje niebezpieczeństwo dla Rumunii? Ponieważ krótka odpowiedź – tak! – może okazać się niewystarczająca, krótko przedstawię argumenty na poparcie tej tezy, stanowiące moją, choć popartą oficjalnymi danymi, opinię.

Tak, kryzys migracyjny może poważnie wpłynąć na bezpieczeństwo Rumunii.

Przede wszystkim istnieje niebezpieczeństwo, że na granicy może powstać masowy przepływ uchodźców. Nawet jeśli, jak stwierdziliśmy, atrakcyjność Rumunii jest nieporównywalna z krajami Zachodniej Europy, pogorszenie stosunków Turcji z UE i przezwyciężenie greckiej zdolności reagowania na napływ migrantów, może otworzyć trasę środkowobałkańską, którą uchodźcy wolą od tradycyjnej trasy zachodniobałkańskiej.

Ponieważ nielegalna przeprawa przez Morze Czarne wymaga łodzi o odpowiednich parametrach technicznych, a przekroczenie rumuńskiej czy bułgarskiej granicy morskiej wiąże się z ryzykiem utraty życia bądź zatrzymania, szlak środkowobałkański przebiegałby przez granicę z Serbią. Zgromadzeni tam uchodźcy – wobec budowy muru przez Węgry i podjęcia skrajnych środków przez Austrię i Chorwację – szukać będą innych dróg przeniknięcia na teren UE. Nawet jeśli dla Rumunii, z perspektywy prawnej i koncepcyjnej, oznaczałoby to migrację tranzytową, przekraczałaby ona możliwości kwaterunkowe oraz materialne przeznaczone na pomoc dla uchodźców, zwłaszcza że oczekuje się, iż do czasu rozpatrzenia wniosku azylowego przez państwo trzecie, to właśnie państwo na terenie którego przebywają uchodźcy powinno zapewnić im schronienie.

Mając to na uwadze należy pamiętać, że taki wariant natychmiast doprowadziłby do powstania wielonarodowych sieci pośredniczących w migracji, co wiązałoby się z nielegalnym handlem ludźmi, przestępczością nieletnich, transgraniczną prostytucją i innymi rodzajami przestępczości kryminalnej.

Drugim czynnikiem ryzyka byłaby koncentracja dużej populacji uchodźców na określonych obszarach, gdzie – jak pokazują doświadczenia Europy Zachodniej – stworzyliby oni społeczności organizowane według własnych reguł i zwyczajów, co niekorzystnie wpływa na stosunki z miejscową ludnością. Choć Rumuni są uznawani za naród gościnny i tolerancyjny, są oni równocześnie przywiązani do własnych społecznych i kulturowych wartości i każde naruszenie tych wartości jest traktowane jako afront i personalny atak. Okazuje się że aż 45% wspomnianych wcześniej respondentów łączy uchodźców z niebezpieczeństwem konfliktów społecznych i wojny. Dopóki uchodźcy przebywają w małych grupach, sprzyja to ich integracji ze społeczeństwem, a różnice kulturowe są niwelowane małą liczbą imigrantów.

Te same doświadczenia pokazują zjawisko małego zainteresowania integracją i podjęciem pracy przez uchodźców tak długo, jak długo otrzymują oni świadczenia socjalne, będące z kolei paliwem do uruchomienia nastrojów niezadowolenia wśród miejscowej ludności. Nawet jeżeli moja teza jest niepoprawna politycznie, jasnym jest, że wizerunek ludzi, którzy tkwią w bezczynności (bez względu jakie obiektywne czynniki skłoniły ich do szukania schronienia), nie może znaleźć sympatii w kraju, którego 10% ludności wyemigrowało w celu znalezienia lepiej płatnej pracy.

Po trzecie, wracając do badań, nie można pominąć faktu, że 31% ankietowanych wiązało przyjęcie uchodźców z groźbą konfliktów religijnych. Rumunia nie ma oficjalnej religii państwowej , ale biorąc pod uwagę deklaracje obywateli możemy przyjąć, że jest krajem chrześcijańskim, gdzie wyznawcy prawosławia stanowią większość (86,45%) populacji, przy czym oficjalnie równoprawnie są traktowane inne religie, włączając islam (wyznawcami islamu jest 0,34% obywateli) [13].

Tak więc islamski radykalizm, hipotetycznie „importowany” wraz z przyjęciem uchodźców z krajów islamskich, stanowi kolejny czynnik ryzyka związany z kryzysem migracyjnym. Władze rumuńskie są dosyć dyskretne w prezentowaniu danych na temat islamskiego radykalizmu na terenie kraju i możemy przyjąć, że jest to zjawisko nieznaczne. Jednak w prasie pojawiają się oficjalne komunikaty o wydaleniu obcych obywateli, utrzymujących relacje z radykalnymi organizacjami muzułmańskimi. Ich istnienie w dobrze kontrolowanym środowisku potwierdza jedynie, że takie zjawisko w dużo większej skali może występować w zamkniętych społecznościach muzułmańskich, które wciąż mogą skupiać osoby działające na rzecz radykalizacji.

Kolejnym czynnikiem ryzyka są działania skierowane przeciwko autochtonom oraz państwowej infrastrukturze, zwłaszcza w obecnym czasie, kiedy Stany Zjednoczone są ogłoszone największym wrogiem radykalizmu islamskiego, zaś Rumunia jest jednym z najbliższych, jeśli nie najbliższym sojusznikiem USA w Europie.

Wreszcie, nie twierdząc że wyczerpaliśmy czynniki ryzyka i zagrożeń, nie powinniśmy pomijać negatywnych skutków, jakie negocjacje w sprawie uchodźców z Unią Europejską mogą mieć dla strategicznego celu Rumunii, jakim jest zmniejszenie różnic, jakie dzielą Rumunię od krajów rozwiniętych, poprzez wygenerowanie dodatkowych obciążeń w zakresie poprawy bezpieczeństwa, porządku publicznego, krajowych struktur obrony, kosztem inwestycji we własny rozwój i modernizację.

W tym kontekście słowa prezydenta Klausa Iohannisa, wypowiedziane na zakończenie spotkania CSAT, od którego zaczęliśmy analizę, zaczynają mieć sens: „Analizowaliśmy (…) ewolucję zjawiska migracji, a w szczególności nielegalnej migracji. To zjawisko, które przybrało na sile od roku 2015, nie jest czymś niezwykłym z historycznego punktu widzenia, ale stało się czymś, czemu musimy codziennie stawiać czoła. I to jest mój przekaz (…) aby porzucić paradygmat mówienia o kryzysie ograniczonym w czasie i zacząć przygotowywać się do radzenia sobie z nim w odległej przyszłości. Mamy dane z Unii Europejskiej i służb, z którymi współpracujemy (…), że nie ma wskaźników, aby napór migracyjny miał słabnąć. Nadal mamy sygnały, płynące w szczególności z Afryki, że trzeba być czujnym. Niestety, nie mamy pozytywnych wieści dotyczących wojny w Syrii. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych musi być przygotowane na tych, którzy spróbują nielegalnie przeniknąć na terytorium naszego kraju, ale także na tych, którzy zostaną relokowani na podstawie decyzji podjętej na szczeblu unijnym” [14].


1. Według Narodowego Biura Imigracji [w:] I. Alexe i B. Păunescu, Studiu asupra fenomenului imigrației în România. Integrarea străinilor în societatea românească [Studium zjawiska imigracji w Rumunii. Integracja obcokrajowców z rumuńskim społeczeństwem ], Fundația Soros, Bukareszt 2011. ss. 26-30.
2. Comunicat populatia rezidenta si migratia internationala [Komunikat Narodowego Instytutu Statystycznego o Prawie Stałego Pobytu i Międzynarodowej Migracji, 01.01.2016, <http://www.insse.ro/cms/ro/tags/comunicat-populatia-rezidenta-si-migratia-internationala> (18.07.2017).
3. Wedle Generalnego Inspektoratu Policji Granicznej [w:] I. Alexe i B. Păunescu, op. cit., ss. 33-35.
4. Ședința Consiliului Suprem de Apărare a Țării, prezydencka notatka prasowa po spotkaniu Najwyższej Narodowej Rady Obronnej, 04.07.2017, <http://www.presidency.ro/ro/media/comunicate-de-presa/sedinta-consiliului-suprem-de-aparare-a-tarii1499171937> (18.07.2017).
5. Badanie zostało przeprowadzone ze wsparciem Włoskiego Stowarzyszenia ARCI i Stowrazyszenia Prodemokratycznego w ramach projektu PEU-DEM sfinansowanego przez Komisję Europejską.
6. A. Iacob et al, Raport privind percepția românilor despre criza refugiaților [Raport o percepcji Rumunów odnośnie kryzysu uchodźców], Asociația Pro Democrația, București, 2016, s. 40.
7. Ibidem, s. 41.
8. Ministerstwo Spraw Zagranicznych, notatka prasowa, 20.06.2016, <https://www.agerpres.ro/comunicate/2017/06/20/ comunicat-de-presa-mae-16-03-20> (18.07.2017).
9. Raport z aktywności Generalnego Inspektora Straży Granicznej za 2016 r., <https://www.politiadefrontiera.ro> (18.07.2017).
10. Ibidem.
11. Teodor Meleșcanu, kandydat na szefa MSZ, podczas przesłuchania przed parlamentarną komisją spraw zagranicznych, <https://www.agerpres.ro/politica/2017/06/29/melescanu> , (18.07.2017)..
12. Konstytucja Rumunii: „Wolność myśli i opinii, a także wolność przekonań religijnych nie może w żaden sposób zostać ograniczona. Nikt nie może zostać zmuszony do przyjęcia opinii lub wyznawania wiary religijnej sprzecznej z jego przekonaniami”.
13. Narodowy Instytut Statystyki, „Ce ne spune recensământul din 2011 despre religie” [Co mówi Spis Powszechny 2011 na temat religii”], Bukareszt 2013, s.5.
14. Wystąpienie Prezydenta Rumunii Klausa Iohannisa, 4.07.2017, <http://csat.presidency.ro/?pag=46&id=14446>, (18.07.2017).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.