dsc_3397

Ćwiczenia a agresja – czy Rosja przekroczy po raz kolejny tę granicę?

Rosyjsko-białoruskie ćwiczenia „Zapad-2017”, planowane od 14 do 20 września 2017 roku, budzą wiele wątpliwości i rodzą liczne pytania nie tylko wśród przywódców państw sąsiednich. Do powodów takiego stanu rzeczy zaliczyć można zarówno koncentrację ogromnej liczby wojsk przy wschodniej flance NATO, ale także, jak twierdzi Sekretarz Generalny NATO Jens Stoltenberg, brak transparentności działań połączonych sił rosyjskich i białoruskich. Ograniczenie dostępu obserwatorom do dokładnego przyjrzenia się przygotowaniom oraz brak możliwości uczestniczenia w planowanych działaniach, nie wzmacnia zaufania ani przekonania o defensywnym charakterze tych ćwiczeń. W opinii Alexandra Grushko, rosyjskiego ambasadora przy NATO, nie jest to sprzeczne z międzynarodowymi porozumieniami, w tym przede wszystkim z Dokumentem Wiedeńskim OBWE z 1999 roku „o środkach budowy zaufania i bezpieczeństwa”. Napięcia w tym regionie, zwłaszcza w perspektywie wciąż trwającego rosyjsko-ukraińskiego konfliktu hybrydowego, są o tyle groźne, iż de facto zaczynają one potwierdzać nowy zimnowojenny scenariusz relacji pomiędzy Zachodem i Wschodem.

Ćwiczenia o nazwie „Zapad” – z rosyjskiego zachód – swoją historią sięgają jeszcze Związku Sowieckiego, w czasach którego liczba żołnierzy i personelu cywilnego biorąca w nich udział sięgała nawet 150 000 osób (w 1981 roku), kiedy ćwiczono obronę przed agresją Niemiec. Od 2009 roku możemy mówić o regularności odbywania tych manewrów, przy współdziałaniu z Mińskiem. W tym roku także, według doniesień mediów, scenariusz przewidywał atak jądrowy na terytorium Polski. W 2013 roku połączone wojska broniły się m.in. przed atakiem bałtyckich terrorystów. Pomimo zapowiadanych 13 tysięcy w manewrach uczestniczyło około 90 000 żołnierzy i pozostałego personelu.

Kreml niezaprzeczalnie od czasu wojny w Gruzji stał się nieprzewidywalnym graczem i zagrożeniem. Brak zaufania na arenie międzynarodowej pomiędzy jej aktorami, jest kategorią trudną do zmierzenia, niemniej może powodować realne skutki, jak choćby zmiany w polityce obronnej niektórych państw, czego dobrym przykładem jest m.in. Polska. Niechęć do nawiązania partnerstwa z NATO, traktowanie Sojuszu jako wroga, dążenie do odbudowy swojej mocarstwowości i strefy wpływów kosztem innych państw, aż wreszcie próby utworzenia nowego wielobiegunowego ładu międzynarodowego sprawiają, że zaufanie to jest wciąż nadszarpywane.

Wspomniane pytania rodzą się także wśród opozycji politycznej na Białorusi. Brytyjski Independent wskazuje na to, iż ćwiczenia te mogą być przykrywką dla długotrwałego rozmieszczenia wojsk rosyjskich i przygotowania infrastruktury militarnej na Białorusi. Obawa przed powtórzeniem gruzińskiego scenariusza nie jest bezpodstawna i podzielana przez przedstawicieli białoruskich konserwatystów, ludowców czy organizacji społecznych, takich jak Zianon Pazniak, Pawieł Siewiaryniec, Aliaksandr Łahviniec oraz Aleś Czacholski. Zarówno władze Polski jak i państw bałtyckich również z zaniepokojeniem spoglądają na Wschód, oczekując nie tylko samego przebiegu ćwiczeń, ale przede wszystkim tego co stanie się z wojskami rosyjskimi po ich zakończeniu.

Zaniepokojenie widać także na Litwie. Zmianę rotacyjną w ramach misji Baltic Air Policing w krajach bałtyckich, od 31 sierpnia w 1 Bazie Lotniczej w litewskich Szawlach, pełnić będzie amerykańskie 48 Skrzydło Myśliwskie United States Air Force, stacjonujące na co dzień w Wielkiej Brytanii. Ze względu na omawiane manewry zostanie ono dodatkowo wzmocnione przez 4 ciężkie myśliwce przewagi powietrznej F-15C.

Połączone siły rosyjsko-białoruskie realizować będą scenariusz obrony przed wojną wewnętrzną, separatystami i próbami destabilizacji wywołanymi przez fikcyjne państwa Wejsznorii, Besbarii i Lubenii, które w pewnej części pokrywają się z terytorium Polski. Wiceminister Obrony i Szef Sztabu Generalnego Białoruskich Sił Zbrojnych gen. Aleh Biełakonieu przedstawił założenia manewrów, które odbywać się mają na białoruskich i rosyjskich poligonach, w tym także w obwodzie kaliningradzkim. Pierwszym etapem ćwiczeń będzie izolacja obszarów separatystycznych oraz obrona przed ich wrogimi działaniami, wspieranymi militarnie przez Zachód. Druga faza polegać będzie na bezpośrednich starciach z przeciwnikiem celem wyparcia ich z okupowanych terenów. Założenia te przypominają w pewnej mierze „Kavkaz-2016”.

Według oficjalnych informacji w ćwiczeniach weźmie udział około 12 700 żołnierzy z obydwu krajów, z czego 3 tysiące ma pochodzić z Rosji. Faktycznie jednak ilość uczestników tych manewrów wahać się może łącznie od 70 000 do nawet 240 000 żołnierzy. Liczba ta, choć według niektórych drastycznie zawyżana, podwyższana jest także ze względu na masowe powołania rezerwistów. Dla Rosji zdolność powołania pod broń ogromnej liczby rekrutów jest przewagą, którą trudno przecenić. Mobilizacja prowadzona m.in. w obwodzie kaliningradzkim, pskowskim czy wielu miejscach rosyjskiego Zachodniego Obwodu Wojskowego, nie łączy się jednak bezpośrednio z planowanymi manewrami. Rosja od 2010 roku podejmuje działania, które mają znacznie usprawnić system poboru rekrutów. Choć w tym wypadku wezwania wręczane są przez żołnierzy kontraktowych, a nie pocztę, to jednak testowanie systemu akcji kurierskiej administracji publicznej czy akcji kurierskiej urzędów pocztowych, odbywa się w Rosji regularnie. Niemniej szacowanie mobilizacji na poziomie 100 000 osób, nawet jeśli nie wezmą oni udziału w dokładnie rozplanowanych ćwiczeniach, ukazuje ogromne możliwości naszego wschodniego sąsiada.

11Poligony, na których ćwiczyć będą połączone białorusko-rosyjskie siły.

Rosjanie testują nie tylko swoje możliwości mobilizacji, ale przede wszystkim zgrywają armię, która od 2009 roku jest silnie reformowana. Zmiany wdrażane przede wszystkim w zachodnim i południowym okręgu wojskowym muszą zostać przetestowane, a najlepszą metodą wydają się właśnie tego typu masowe ćwiczenia. Wspomniane okręgi to ogromna ilość zarówno sprzętu jak i żołnierzy. Wśród uzbrojenia mówimy o ponad 1 000 czołgach, prawie 2 000 bojowych wozów piechoty, 570 samolotach, dwóch flotach Bałtyckiej i Czarnomorskiej, a także blisko 300 000 żołnierzy w Zachodnim i 72 000 w Południowym okręgu.

Ćwiczyć będą także jednostki pancerne, które trudno jest uznać za stricte defensywne. W obwodzie kaliningradzkim, w którym jeden z poligonów ma zostać wykorzystany podczas ćwiczeń, od początku sierpnia odbywają się manewry Floty Bałtyckiej oraz wojsk zmotoryzowanych i zmechanizowanych z okolic Woroneża i Biełgorodu. Z kolei w obwodzie leningradzkim z początkiem sierpnia odbyły się ćwiczenia wojsk obrony powietrznej wyposażonych m.in. w zestawy przeciwlotnicze S-300 i S-400. Tego typu działania odbywają się w wielu miejscach południowego i zachodniego okręgu wojskowego i mają być jednym z ostatnich etapów przygotowań przed „Zapad-2017”.

Jest to niezbędne biorąc pod uwagę zakres prawdopodobnie największych dotychczas manewrów tego typu, zrealizowanych zarówno na lądzie, morzu jak i w powietrzu. Rosjanie wspólnie z Białorusinami już testowali możliwości lądowania na autostradach, w sytuacji zniszczenia infrastruktury lotniczej. Oprócz tego przewiduje się, iż będą ćwiczone: szybki przerzut wojsk i sprzętu, w ramach sojuszniczej pomocy dla zaatakowanej Białorusi; prowadzenie działań połączonych i zgrywanie różnych rodzajów wojsk, w tym udział zarówno wojsk specjalnych jak i cybernetycznych; przetestowanie wspólnej rosyjsko-białoruskiej obrony powietrznej czy też działania niekonwencjonalne, jak obrona przed wywołaną przez separatystów wojną domową. Istotne miejsce może mieć również kwestia walki radioelektronicznej, która biorąc pod uwagę wysoki stopień zaawansowania technicznego wojsk NATO-wskich, zajmuje istotne miejsce w rosyjskim planowaniu strategicznym.  Minister Obrony Białorusi zapowiedział również, że podczas manewrów może zostać opracowana strategia utworzenia korytarza kaliningradzkiego na bazie przesmyku suwalskiego. Truizmem jest zaznaczenie, iż tego typu działanie wypełniało by znamiona agresji na Polskę i Litwę.  Jednym z ostatnich elementów, który połączone wojska rosyjsko-białoruskie mogą ćwiczyć jest desant na plażę, symulujący warunki polskiego wybrzeża.

Bardzo możliwe są sytuacje w których Rosja będzie dopuszczać się różnego rodzaju prowokacji, jak ataki cybernetyczne (Estonia 2007, Gruzja 2008, Ukraina, od 2014 do dziś) czy naruszenie przestrzeni powietrznej sąsiednich państw. W polskich mediach już pojawiają się informacje o dronie, który spadł 30 km od granicy z Rosją, na jedną z kętrzyńskich posiadłości, informując o nieznanym i podejrzanym pochodzeniu bezzałogowego statku powietrznego, sugerując, iż mógł ona służyć do celów szpiegowskich. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że do 30 września wprowadzone zostaną ograniczenia w ruchu w polskiej przestrzeni lotniczej, 30 km od granic w głąb kraju. Decyzja Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej podyktowana była przede wszystkim względami bezpieczeństwa. Nie kryto również, iż jest to związane z „Zapad-2017”. Ograniczenia obejmą głównie lotnictwo sportowe i prywatne statki powietrzne, nie wpłynie to więc na lotnictwo komunikacyjne.

Bez wątpienia ćwiczenia te mają za zadanie zrealizować wiele, w pewnej mierze strategicznych, celów Moskwy. Mają być potężną demonstracją siły Rosji, zarówno wobec państw z nią sąsiadujących jak i samego NATO. Jednocześnie, co oczywiste, demonstracja siły to także forma odstraszania agresora, którym według Kremla jest Zachód. Manewry te są także próbą wymuszenia wycofania się z militarnego wzmacniania państw takich jak Polska, Rumunia, czy państwa bałtyckie. Nie są wyłącznie odpowiedzią na wzmożoną obecność Sojuszu w swoich dawnych strefach wpływów, nie są także wyłącznie testem dla reformowanych Rosyjskich Sił Zbrojnych, są niebezpiecznym i niezwykle wymownym narzędziem politycznym. Rosjanie chcą pokazać, że są w stanie odeprzeć każdą agresję militarną, nie tylko odstraszając wroga, ale także dopełniając propagandzie krajowej, zgodnie z którą armia dla ponad 80 proc. Rosjan jest gwarantem bezpieczeństwa i ochrony kraju przed każdą agresją zewnętrzną.

Jednym z argumentów często podnoszonych przez rosyjską stronę jest coraz większa aktywność państw Sojuszu, zwłaszcza w bliskim sąsiedztwie Rosji, w tym także przeprowadzaniu wielotysięcznych manewrów. Rosja wraz z przedstawicielami Białorusi odpiera zarzuty, jakoby ćwiczenia są mało transparentne, a liczba uczestników miała przekroczyć przewidywane normy zawarte w Dokumencie Wiedeńskim. Niemniej biorąc pod uwagę zestawienie przygotowane przez Atlantic Council, w porównaniu do deklaracji ilościowych Moskwy, zauważyć można znaczne rozbieżności.

Właściwe ćwiczenia rozpoczną się 14 września, ich rozwój, rozgrywane scenariusze, aż w końcu wypełnienie zakładanego na 30 września powrotu wszystkich jednostek do macierzystych baz wojskowych, będą z pewnością bacznie śledzone przez państwa sąsiednie i przez NATO.

12

 

 

 

 

 

 

 

http://www.atlanticcouncil.org/blogs/natosource/the-nato-russia-exercise-gap-then-now-2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.